.

.

niedziela, 25 września 2016

Rodzinne opowieści

,,Babcia stała na balkonie, dołem dziadek defilował,,... hm... u nas w rodzinie jak się okazało praprababcia załamywała ręce, a prapradziadek przegrywał majątek w karty.
Wiecie jak to jest. Spotkania rodzinne zwłaszcza, takie w wielopokoleniowym gronie zawsze obfitują w opowieści różnej treści. Te wszystkie prababcie, babcie, dzieci, wnuczki i prawnuczki. I te ich wspominki, wyznania, ploty.  I wtedy się zaczyna- A pamiętasz? a wiedziałeś o tym, że? a opowiem po raz setny, bo pewnie nie wszyscy jeszcze słyszeli. Jak to? wszyscy słyszeli? no ale nie zaszkodzi opowiedzieć po raz nie wiadomo który.
Niektóre opowieści są jak odgrzewane kotlety opowiadane wciąż od nowa i od nowa przy każdej nadarzającej się okazji. Niektóre z nich wzbogacane o jakieś nowe fakty, a niektóre? odkopywane jak perełki z zakamarków pamięci, a może i niepamięci o niechlubnych dziejach rodu lub osobach.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Imprezowo - urlopowo.

No dobra. W końcu rozłożyłam mój laptop, bo do opowiedzenia coś mam i opowiem. Trochę czasu się znalazło, dlatego śmigam paluszkami po klawiaturze. A ostatnio tego czasu jak na lekarstwo. Nie będę dzwoniła łyżeczką w kieliszek jak podczas przemowy weselnej, bo niejeden już taki unicestwiłam. Gadać umiem, za to dzwonić bez tłuczenia nie, więc bardziej nadałby się rondelek z chochelką. Ale ja nie o tym, nie o tym, nie o tym-- jak zwykle zresztą ;).
Było przedurlopowe szaleństwo w pracy, a potem pourlopowe szaleństwo w pracy... W pracy? akurat. Pierwsza myśl po urlopie- kamieniołom. A sam urlop? nooo mój urlop to była jedna wielka niekończąca się impreza. I sama już nie umiałam rozgraniczyć gdzie kończy się jedna, a zaczyna druga. Bo i ludzie ci sami i wciąż głośno i ze śpiewem i z tańcami i po polsku. Tradycyjnie, ale i nowoczesność wszędzie się tam szarogęsiła i chyba o to właśnie chodzi by obie potrafiły się dogadać. Znaczy się ta nowoczesność i ta tradycja.

sobota, 16 lipca 2016

Anioł Stróż wziął sobie wolne

Ja to mam jakieś zezowate szczęście do dziwnych wypadków, przypadków, zdarzeń...
Jak nie ja kogoś puknę, to mnie pukną, jak ja czegoś nie zgubię to mi ukradną. I za każdym razem mam nadzieję, że limit pechowych sytuacji mam już wyczerpany. No ale nie... wciąż dostaję jakieś bonusy, gratisy i dodatkowe pechy do wykorzystania.
A mój Anioł Stróż ? ten to chyba wziął sobie urlop i zapomniał o tym, że taki urlop się kiedyś kończy... albo wziął nogi za pas... lub  też schlał się na służbie i zasnął z nosem w sałatce ;). Ewentualnie przygruchał sobie jakąś anielicę coby mu nudno nie było. I teraz gruchają razem w najlepsze, a mnie ma w nosie, żeby nie powiedzieć w d... tiruriru.
Tak czy siak, ja wiem że samodzielna ze mnie kobitka, ale taki stróż za plecami to by mi się przydał, chociażby po to aby walnąć mnie przez łeb gdy robię jakąś głupotę, lub pacnąć mnie w plecy gdy pech się zbliża, albo tak jak ostatnio nadepnąć mi w porę na język gdy moje słowa są szybsze niż myśli...

niedziela, 3 lipca 2016

Powroty...?

Się było w Polsce, się przetańczyło dwa wesela, 6 dni minęło i się wróciło tutaj. Znowu...
Wróciło? chyba tak. Chyba zaczynam wracać, a nie bywać...tymczasowo.
I tak sobie myślę, że dom jest tutaj w Norwegii i dom jest tam w Polsce. Każdy inny, a przecież każdy mój. I te podróże w jedną i w drugą stronę i za każdym razem powroty, już nie odjazdy... i emocje i oczekiwanie.
Kiedyś - przeświadczenie, że dom jest tam gdzie wszystko bliskie, że tutaj to tylko lokum, miejsce na chwilę, na tymczasem, na pewno nie na wciąż.
Kiedyś - myślałam sobie, że nigdy nie będę mogła nazwać domem tego co tutaj, a jednak....
Przecież stworzyłam go i umeblowałam nie tylko sprzętami. On sam umeblował się naszymi emocjami, sercem, radością, sukcesami i niepowodzeniami, po prostu naszą codziennością... i
tu jest rzeczywistość, praca, szkoła, codzienne życie, stabilizacja.
A tam? tam jest dom dzieciństwa, rodzice, wakacje, marzenia o powrocie kiedyś tam... może dom w Polsce jest utkany bardziej z marzeń. Z marzeń i planów, że kiedyś tam wrócimy... kiedyś.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

18 lat temu... godzina 14.20

Jakiś dawny czas temu gdy bociany zaczęły strajkować i w ,,tych sprawach,, trzeba było sobie radzić inaczej, mój brzuch posłużył pewnej maleńkiej zawodniczce za salę treningową. Salta, fikołki, przewroty z wyskokiem i wykopem były na porządku dziennym. Swoje waleczne umiejętności ćwiczyła na mnie... od środka.
A to pojawiał się zarys małej piąstki, a to stópki, a to zarys malutkiej główki. Czasem miałam wrażenie, że w moim brzuchu odbywają się zajęcia z kickboksingu, a moja mała zawodniczka za wszelką cenę chce być prymuską. Uff...

piątek, 3 czerwca 2016

Stasek od worecków ( ze wspomnień Polki na wygnaniu)


Mamy sąsiada i muszę, no po prostu muszę o nim napisać :)...
             Gdyby producenci od Jana Niezbędnego, czy jakiegoś innego czorta produkującego woreczki, torebeczki, duperelki i tym podobne, poszukiwali człowieka do reklamy ich produktów to mam takiego kandydata, że po obejrzeniu reklamy wszyscy by go zapamiętali, a sprzedaż worków na śmieci wzrosła by na pewno.

czwartek, 26 maja 2016

Dzień matki :)


Tydzień temu przy okazji porządkowania szuflad wpadło mi w w ręce pudełeczko pełne karteluszek i tak mi się rzewnie zrobiło i tak mnie rozczuliło i wprawiło w dobry nastrój. A że dzisiaj akurat święto wszystkich mamusiek, więc post jest jak znalazł.... nie żeby ktoś go szukał ;).
Dwa lata temu z okazji Dnia Matki od moich dzieci zamiast kwiatów dostałam ozdobny słój wypełniony różowymi i niebieskimi karteczkami, a na nich...wypisane było jak mnie widzą, jaka jestem, za co mnie kochają.