.

.

niedziela, 25 września 2016

Rodzinne opowieści

,,Babcia stała na balkonie, dołem dziadek defilował,,... hm... u nas w rodzinie jak się okazało praprababcia załamywała ręce, a prapradziadek przegrywał majątek w karty.
Wiecie jak to jest. Spotkania rodzinne zwłaszcza, takie w wielopokoleniowym gronie zawsze obfitują w opowieści różnej treści. Te wszystkie prababcie, babcie, dzieci, wnuczki i prawnuczki. I te ich wspominki, wyznania, ploty.  I wtedy się zaczyna- A pamiętasz? a wiedziałeś o tym, że? a opowiem po raz setny, bo pewnie nie wszyscy jeszcze słyszeli. Jak to? wszyscy słyszeli? no ale nie zaszkodzi opowiedzieć po raz nie wiadomo który.
Niektóre opowieści są jak odgrzewane kotlety opowiadane wciąż od nowa i od nowa przy każdej nadarzającej się okazji. Niektóre z nich wzbogacane o jakieś nowe fakty, a niektóre? odkopywane jak perełki z zakamarków pamięci, a może i niepamięci o niechlubnych dziejach rodu lub osobach.
Taaa... zawsze lubiłam słuchać opowieści z tzw. trupem w szafie. I u mnie w familii jak się okazało takowy był. No może niezupełnie trup, chyba że wliczając w to uśmierconą godność młodziutkiej dziewczyny.
Mój prapradziadek podobno przystojny był bardzo, kobitki rzucały w jego kierunku powłóczyste spojrzenia, ale on większy pociąg miał do hazardu niż do płci pięknej.
Jakiś dworeczek drewniany był w jego posiadaniu i ziemi sporo również, która niestety topniała po każdym jego ,,zasiąściu,, do karcianego stołu. Karty w ręce dawały mu poczucie szczęścia - pewnie w myśl zasady, że tym razem na pewno się odegra... niestety tracił coraz więcej.
Paraprababka pewnie mniej szczęśliwa była gdy mu karta nie szla, ale co kobicina mogła mieć do gadania?, takie to były wtedy czasy, że kobita morda w kubeł, a o feminizmie pewnie jeszcze nikt nie słyszał. Kobieta posłuszną miała być i basta. Dlatego babka patrzyła bezradnie jak majątek topnieje. Jej wiano prawdopodobnie wniesione w posagu poszło na pierwszy ogień. Gdzie prapradziadek miał rozum? na pewno nie w głowie.
Ich dorosłe już dzieci, w tym moja prababka, przymusiły w końcu ojca by część ziemi na nich przepisał lub spieniężył i kasę im dał  by chociaż uratować co się jeszcze da z rozpływającej się w dymie z cygar wypalanych przy karcianym stole ojcowizny.
Został dworeczek, który zaczął podupadać i ...szesnastoletnia wówczas córka. Moja cioteczna prababka. Nie miał co pra... coś tam dziadek zastawić więc zastawił córkę. I przegrał niestety. Musiała iść za mąż za wiele od siebie starszego faceta. Też karciarza. Niby to były czasy gdy małżeństwa były aranżowane, ale tak poprzez karty? jak rzecz na stół rzucona?
Żałuję, że nie poznałam chociaż moich pradziadków i że tej historii nie usłyszałam wcześniej, wtedy przycisnęłabym mojego jeszcze wtedy żyjącego dziadka i poprosiła by opowiedział jakiego to on miał dziadka wierachę. Na pewno w rodzinie gadali. A losy tej nieszczęsnej dziewczyny przegranej w karty? jak się ułożyły? jakie miała życie?
Wyszukałam datę zaślubin w internecie ze spisu Ogólnopolskiego spisu małżeństw. I imiona się zgadzały i parafia, panieńskie nazwisko praprababki też. Za wiele nie dało się wyszukać, albo jeszcze nie znalazłam odpowiednich ścieżek, którymi mogłabym powędrować w wirtualnym świecie by obraz rodziny z tamtych czasów nakreślić.
Na przyszłe wakacje w planach wycieczka w tamte strony, może są jakieś archiwa, może historie przekazywane z pokolenia na pokolenie, może jakieś ślady dworku, Chociaż skoro drewniany był to na wiele nie można liczyć... Ale może w okolicach legenda jakaś krąży o moim niesławnym prapradziadku? może...