.

.

Drewniana ja

piątek, 8 czerwca 2018

Jak oddawać się nałogowi, to z przytupem.

Od wczoraj mam banana na buzi, a oczy takie jakbym się uraczyła jakimś odpowiednim trunkiem zawierającym tak zwaną moc procentów, albo jakbym się czegoś nawąchała. I w sumie to "nawąchała" nie odbiega daleko od prawdy, bo wciągam nosem zapach nowych książek.
Wczoraj wreszcie dotarł wyczekiwany przeze mnie kurier. Masę telefonów w obie strony zanim w końcu trafił pod właściwy adres. Już myślałam, że wyjdę z siebie, polecę na miasto i na środku ulicy rozpakuję tego busa, by dogrzebać się do mojej paczki. Tyle, że na ulicy go nie było. Stał sobie na parkingu za blokiem i spokojnie palił papieroska. Może chciał mi przedłużyć doznania wynikające z oczekiwania?
W każdym razie paczka przyszła taka biedna, poobijana, jakaś taka brudna. Ale moi rodzice jak już coś zapakują, to nie ma zmiłuj, nic nie ma prawa się zniszczyć. Mają już w tym wprawę. A do tego wszystko obłożone słodyczami. Coś dla ciała coś dla ducha ;).

czwartek, 10 maja 2018

Nie jestem filantropką, ale czasem....

Nie jestem filantropką i chociaż podobno mam dobre serce, to chyba nie jestem tak do końca dobrym człowiekiem... chociaż się staram. Z różnym wynikiem zresztą. Bo czasem ze mnie taka baba z piekła rodem wychodzi, że klękajcie narody. My kobiety wiemy o co kaman w tym temacie ;).
Od jakiegoś czasu kupuję magazyn "Asfalt", gatemagasinet, czyli gazetę uliczną. Sprzedawaną na rogach ulic, przy wejściach na dworce, centrach handlowych, na deptakach.
Kiedyś przechodziłam obok, mijając obojętnie...ot kolejne zadrukowane kartki wciskane ludziom, śpieszącym się gdzieś, dokądś, za czymś.
Jednak czytanie książek na coś się przydaje :). I właśnie z norweskiego kryminału dowiedziałam się o co właściwie chodzi z tym "Asfaltem", co to jest, po co, na co, dla kogo i "z czym to się je".

niedziela, 6 maja 2018

A imię jego... czterdzieści i cztery :P

Ja jako ta, która otrzymała na chrzcie nietypowe imię (tatko zaszalał) nigdy nie dziwiłam się słysząc, że rodzice tego czy innego dziecka również zaszaleli i dali imiona rodem z serialu, książki czy świata polityki, a nawet produktów użytkowych.
I paradoksem jest to, że w tej chwili to nie dzieci na placu zabaw dziwią się, że dziecko ma tak czy inaczej na imię np Rogerek, Aksell, Akira, Elbern, Dewi, Druzjanna i wiele innych, tylko dorośli kręcą z niesmakiem głowami, patrzą z politowaniem i cmokają z dezaprobatą. W obecnych czasach, to dorośli trzymają się stereotypów, dla dzieci jest to normalne zjawisko, chociażby z natłoku oglądanych w telewizji bajek.
Nie przeszkadzają mi wymyślne imiona u dzieci, byleby tylko nie były prześmiewcze.

piątek, 30 marca 2018

Święta Wielkanocne rozpoczęte :)

Święta to czas radości, rodzinnych spotkań, nadrabiania towarzyskich zaległości, jak również kuchennego szaleństwa.  Ale przede wszystkim to czas wytchnienia, odpoczynku i takiego postoju w tym ciągle zabieganym życiu.
Zatrzymaj się na chwilę, odsapnij, naciesz spokojem i rodziną. Naciesz się tym iż masz całkowity "slap av"- odpoczynek- od pracy. Ja mam zamiar się tym cieszyć. Praca została w pracy. A ostatnie dni przed świętami były naprawdę na maksa zwariowane. Teraz stop. 5 dni resetu. I mimo iż muszę mieszać w garnkach- czego nie lubię, a wcześniej tańczyłam ze ścierką oberka, z odkurzaczem polkę i tango z  mopem, to jednak cieszy mnie ten świąteczny czas. Te kurczaczki, zajączki, jajeczka. Żółte żonkile i milutkie bazie. I to słońce za oknem, mimo iż na termometrze poniżej zera. Niestety nowy, wiosenny płaszcz jeszcze z szafy nie wyjdzie. Będzie czekał chyba na... lato w Norwegii. Puchowa kurta będzie na topie aż do czerwca :).

środa, 10 stycznia 2018

"Krzyk, myśl która nie mieści się w głowie"


Wejść na wzgórze wykrzyczeć beztroskę, radość, niekiedy głupotę...czasem to potrzebne, tak po prostu, by nie zwariować, by dać upust emocjom... macie też tak?
A kiedyś się przecież krzyczało, w głęboką noc. Ech..Młodość.
Ródzka Góra, w dole światła miasta Łodzi, noc i krzyk w ciemność- obroniliśmy dyplom! jesteśmy wielcy! mądrzy! młodzi! kochamy życie! zdobędziemy świat! wszystko przed nami! możemy wszystko!
Pierwsza wódka pita z kostką lodu w ustach. Wchodziła jak woda, zwalała z nóg jak.. wódka.
I myślę sobie, że chciałabym tak znowu, wbiec na wzgórze wykrzyczeć radość, a czasem frustrację, wykrzyczeć siebie tak po prostu.
Tylko strach, że mogliby mnie zamknąć. Co uchodzi młodym, to paniom w wieku hm hm ( tu się zakrztusiłam) już niekoniecznie. Patrzą krzywo.
Wzgórze mam tuż obok, a co tam że prawie w centrum miasta. Ale jak tu wejść na nie i krzyczeć? ludzie zgłoszą, policja mnie zgarnie, może w kaftan bezpieczeństwa opatuli. Strach.
A wiem, że gdybym tylko rzuciła hasło, to kobitki zleciałyby się i krzyczały razem ze mną, za mnie, za siebie, w noc. Tak po prostu.

sobota, 30 grudnia 2017

Wkraczając w Nowy Rok.

Może najlepszą metodą jest nie robić żadnych postanowień noworocznych? wtedy za niczym nie gonimy, niczego nie oczekujemy... chociaż samo nic się nie zrobi. A ja? co takiego sobie postanawiam? tak cichutko pod nosem, na wypadek gdyby nie wyszło? ;).
Być odrobinę mniejszą zołzą, oczekiwać mniej niż się należy, cieszyć się z drobnych rzeczy, być szczęśliwą.
Projektów, zamierzeń i postanowień tych większych i tych mniejszych mam bez liku. A do tego marzeń od groma do spełnienia. Ale jak to mówią moi rodzice- najważniejsze by zdrowie było, a reszta sama się ułoży ;).
Dlatego staram się nie zapędzać w planach, nie gnać za marzeniami, unikać mrzonek. Chwytać dzień.
Głównym postanowieniem na Nowy Rok jest... mniej narzekać. Trudne to będzie bardzo, bo ostatnimi czasy narzekanie to moje drugie imię. I cynizm... niekiedy życie do niego zmusza, by jakoś wygrać walkę z ludźmi, czasem, realiami i rzeczywistością. By sprostać oczekiwaniom innych.
Uśmiechać się więcej, bo "uśmiech to taka krzywa, która wszystko prostuje". I wciąż na nowo uczyć się życia. Jest dobrze, tak po prostu. I nie będę malować swoich planów krzykliwymi kolorami, ale delikatnie nakreślę je ołówkiem. Niech się ich realizacja powiedzie, niech marzenia się spełnią.

sobota, 23 grudnia 2017

Święta

I znów szeleści papier, a po kątach, zakamarkach i szufladach upychane są prezenty dla bliskich. W salonie króluje choinka, blaskiem światełek konkurując z gwiazdami w oknach i światełkiem świec.
Po domu znów roznoszą się świąteczne zapachy. Pieczenie, gotowanie, mieszanie w garnkach i zaklinanie by smak był taki jak powinien, tańce nad piekarnikiem i modły- oby nie wyszedł zakalec.
Masa pomysłów i projektów na udekorowanie i zastawienie wigilijnego stołu. Temu wszystkiemu jak zwykle towarzyszą takty świątecznych piosenek. Jest wesoło, a zarazem nostalgicznie, bo znów tak daleko od domu...tego rodzinnego. Znowu tutaj, na obczyźnie. To chyba ta odległość i ta tęsknota sprawia, że w święta jeszcze bardziej odczuwa się brak całej rodziny przy stole, a emigracyjna rzeczywistość staje się bardziej dotkliwa. I tym bardziej trzymamy się tradycji wyniesionych z domu, tego czego uczyli nas rodzice. Podtrzymuje się polskie zwyczaje, rytuały, rodzinne tradycje. Opłatek przysłany przez rodziców czeka. Płyta z kolędami też.
I jedyne czego mogłabym sobie życzyć łamiąc się opłatkiem przy wigilijnym stole, to spędzić następne święta w Polsce. Tak więc ten tego... uprzejmie się uprasza by rzeczywistość nie psuła mi planów.
Wesołych Świąt dla wszystkich, Wesołych Świąt.