.

.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

18 lat temu... godzina 14.20

Jakiś dawny czas temu gdy bociany zaczęły strajkować i w ,,tych sprawach,, trzeba było sobie radzić inaczej, mój brzuch posłużył pewnej maleńkiej zawodniczce za salę treningową. Salta, fikołki, przewroty z wyskokiem i wykopem były na porządku dziennym. Swoje waleczne umiejętności ćwiczyła na mnie... od środka.
A to pojawiał się zarys małej piąstki, a to stópki, a to zarys malutkiej główki. Czasem miałam wrażenie, że w moim brzuchu odbywają się zajęcia z kickboksingu, a moja mała zawodniczka za wszelką cenę chce być prymuską. Uff...
Przyszedł czas by tę salę treningową opuścić i okazało się, że mój mały zawodnik wypiął się maleńką pupką na cały świat. A może od samego początku chciała zamanifestować, że ma wszystko w głębokim poważaniu?
Sala operacyjna, narkoza, dźwięk włączanych lamp. A potem? z oparów opadającej narkozy usłyszałam wesoły głos- ma pani córkę, 2700 waga, 51cm długa, a gdzieś z boku ktoś sceptycznym głosem dodał- nie będzie pamiętać. Pamiętałam. Zostałam mamą.
Dziwne to było uczucie. Radość przeplatała się z obawą czy podołam tej roli. Od tego czasu mija dziś 18 lat. Nie należę do matek idealnych, a sama rola do łatwych nie należy, jednak nie żałuję. Warto było :).

piątek, 3 czerwca 2016

Stasek od worecków ( ze wspomnień Polki na wygnaniu)


Mamy sąsiada i muszę, no po prostu muszę o nim napisać :)...
             Gdyby producenci od Jana Niezbędnego, czy jakiegoś innego czorta produkującego woreczki, torebeczki, duperelki i tym podobne, poszukiwali człowieka do reklamy ich produktów to mam takiego kandydata, że po obejrzeniu reklamy wszyscy by go zapamiętali, a sprzedaż worków na śmieci wzrosła by na pewno.
             W naszym bloku wynajęło mieszkanie dwóch Polaków. Jeden z nich Stasek zadzwonił kiedyś do naszych drzwi i zaproponował, że załatwi nam << worecki>> do śmieci, bo  <<moze, jakby nie mógł to by nie załatwił, ale moze to załatwi>> :)))....
             Ok... niech załatwia, skoro chce i może... Stasek słowny jest, więc na drugi dzień znów zadzwonił do drzwi trzymając rolki << worecków>> w ręku...
             I tu nastąpiła instrukcja obsługi ;))--- tu mos worecek, biezes, urywos, wkłados i mos :)))).....
             Ledwo zdołałam wykrztusić słowo -- dziękuję, bo ze śmiechu mało się nie udusiłam...
             Stasek grzeczny jest i uczynny, a ja teraz biere worecek, urywom, wkładom i mom :)))).... i za każdym razem przy wynoszeniu  śmieci wesołość mnie ogarnia :)...