.

.

niedziela, 3 grudnia 2017

Zniesmaczona i ten...tego fqurfiona...

                                                                                                                                                           
Aby powiedzieć o mnie, że jestem miłośniczką książek, to jakby nic nie powiedzieć. Ja jestem nałogowiec, uzależniony od czytania, kartkowania, wąchania stron i szelestu papieru każdej książki. Do tego bibliofil, kupujący, czytający i gromadzący je tonami. Taki mój urok... jedni palą, inni piją, a ja czytam. To taka moja czytelnicza amfa, albo marycha. Jak zwał tak zwał... uzależniłam się. I nie mam zamiaru się z tego leczyć.
Ale już tam... ja nie o tym, nie o tym , nie o tym...to miało być tylko słowem wstępu jak zwykle za długim.
Kiedy syn mój zrobił mi zdjęcie kontenera pełnego książek wyrzuconych z bibliotecznych półek, serce mi krwawiło. Nie poszłam osobiście zobaczyć takiego marnotrawstwa, bo chyba pękło by mi na pół. Do tego bidulki mokły w deszczu, któryś już dzień z kolei.
Ja nie rozumiem tego. Naprawdę trudno mi pojąć. Większość książek była w dobrej kondycji, mocne wydania w twardych oprawach, porządny papier. 
A czy zamiast wyrzucać to nie można było zorganizować darmowego rozdania książek innym? chociażby w centrum handlowym.  Teraz np. w okresie przedświątecznym z radosnym uśmiechem rozdawać je zabieganym kupującym, taki miły akcent. Po prostu  DAĆ DRUGIE ŻYCIE KSIĄŻKOM,  a nie wyrzucać je na śmietnik. 
Oj biblioteko w Sandnes nie popisałaś się.
A osobie odpowiedzialnej za taką decyzję, za takie rozporządzenie zadałabym pytanie - czy dobrze się z tym czuje. Ktoś kto pracuje w bibliotece powinien kochać książki i ratować je przed takim losem. Skąd nakaz takiego marnotrawstwa? nie mam pojęcia. Może za dużo w doopie mają, albo oleju w głowie brak, albo po prostu trochę pomysłu, inwencji i chęci na to jak zbędnym egzemplarzom PODAROWAĆ DRUGIE ŻYCIE. A może po prostu łatwiej sporządzić protokół zniszczenia, niż zorganizować akcję- podaj książkę dalej. Gdyby nie brak miejsca na moje własne książki, to chyba przytuliłabym jej wszystkie, a co tam, że po norwesku... Jest mi smutno i niesmak pozostanie na długo.

8 komentarzy :

  1. może nie wiedzą co to crossbooking...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kto podjął taką decyzję chyba jest w jakiś sposób ograniczony, a na pewno nie jest miłośnikiem książek.

      Usuń
    2. chyba najsmutniejsze jest to, że to objaw zaniku jakiejkolwiek kultury, czy europejskiej, czy wschodniej... zawsze kiedy idą zmiany na "nowe" niekoniecznie dobre, to albo się wyrzuca książki, albo się je demonstracyjnie pali.... jakieś takie smutne skojarzenie mam...

      Usuń
  2. kurde mi też serce krwawi.....ja bym rzuciła się na ten kontener i jak te lumpy szukające puszek w śmietnikach ja przebierałabym w tych książkach wybierając co chcę wziąźć.

    nie lubię tylko romansideł i tej tzw. "literatury kobiecej"....tymi mogłabym palić. natomiast cała reszta szczegolnie horror sensacja historyczne ubóstwiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Co to się wyrabia, u nas drzewa rżną na potęgę, u Was książki na śmieci wyrzucają!!!
    Podoba mi się taki patent. Książki niechodliwe biblioteki przekazują kawiarniom i tam leżą na regałach, parapetach, półkach, stolikach i każdy może czytać przy kawce czy herbatce a potem wziąć do domu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pracowałam kiedyś w bibliotece, też były tam tzw "książki ubytkowane" z różnych powodów. Pani dyrektor zwykle oddawała je na makulaturę, a ja wymyśliłam ( i jestem z tego dumna, bo chyba kontynuują ten zwyczaj)by zrobic wyprzedaż za złotówkę! I poszło! i ludzie kupowali, książki dostawały drugie zycie i nowy dom, a z dochodu kupiono nowe ksiażki do biblioteki!

    OdpowiedzUsuń
  5. przyznać ci musze to straszne co spotkało te książki szkoda ze nikt nie pomyślała o drugim życiu dla nich

    OdpowiedzUsuń
  6. W Norwegii takie rzeczy, nie pomyślałabym. To nawet u nas zakładają kioski z książkami, gdzie można wziąć oddać lub nie, przynieść własne i wszystko hula. Mam nadzieję, że to odosobniony przypadek. Z drugiej strony, jak czytałam, że w Skandynawii uczniowie mają tablety, zero papieru, to nawet się nie dziwię, że papierowe książki ich po prostu gryzą i aż przebierają nogami, żeby być już w tym XXII. wieku. Dobrego Roku!

    OdpowiedzUsuń