.

.

sobota, 18 lutego 2017

Gdy kobieta wali w mur

Miałam jakieś zezowate szczęście do murków, albo one miały to wątpliwe szczęście do mojej osoby. Wciąż te złośliwe cholery stawały mi na drodze. To znaczy zachodziły mnie od tyłu, a raczej mój samochód, nie mnie. Tak dla jasności. I mimo iż mogłabym przysiąc, że gdy wsiadałam do auta, to na pewno go tam nie było, jak tylko zaczynałam cofać wyskakiwał i bum... czasem ciche łup. Mój poprzedni samochód coś o tym wie. Samochód męża też, chociaż sam mąż nie wie. Jeszcze nie ;). Czasem hak holowniczy potrafi zdziałać cuda ;).
Kiedyś trafił mi się murek, który był wyjątkowo bardzo wredny i nawet wezwał policję, a raczej zrobił to jego właściciel. Szok.
Na osiedlach w Norwegi czasem uliczki są wąskie niczym chodniki w Polsce, ani gdzie zaparkować, ani gdzie wykręcić. Slalomem nie pojedziesz ;).
I jednego razu manewrowałam i manewrowałam, aż mój samochód, pieszczoszek jeden przytulił się lekko zderzakiem do murku z kamienia, który był przed domem. Przytulił się tak, że zdarł sobie lekko liczko i zostawił ślad w postaci czerwonej kreski na kamieniu. Normalnie jak ślad szminki na kołnierzyku u kochanka :P.
Zła jak wszyscy diabli i kilka czortów dodatkowo, zaparkowałam wreszcie gdzieś z boku. Pognałam, załatwiłam co trzeba i jak wróciłam przy moim samochodzie czekała już na mnie policja !!!
Oczywiście było okazywanie dokumentów, dmuchanie w alkomat i oględziny murku, a ja cały czas powstrzymywałam się przed tym, aby nie pukać w czoło wszystkich po kolei, w politowaniu nad ludzką głupotą. Dla takiej pierdoły, dla omszałego kamora ze śladem czerwonej kreski wzywać policję? to już jest szczyt debilizmu.
Pomyślałam sobie, że pewnie jakiemuś starszemu panu nudzi się w domu. Całodobowy monitoring go nie satysfakcjonuje, więc szuka tylko okazji aby znaleźć problem i aby coś się działo. A tu zaskoczenie. Z domu wyszedł do nas ok czterdziestoletni facet. No ludzie, naprawdę? Ktoś kiedyś powiedział, że Norwedzy mają kwadratowe rozumy, czyżby się potwierdziło?
Policjantka przejechała ręką po tej nieszczęsnej kresce i ślad niemalże zniknął. Nie było o co robić szumu, więc właściciel kamora <<łaskawie mi darował>>, chociaż usłyszałam, że my <<utlandzi>> (obcokrajowcy) wszędzie się panoszymy.  Policjanci stwierdzili, że nawet nie spiszą moich danych, bo <<szkodliwości społecznej nie odnotowali >>. No raczej. Co innego gdybym ja ten murek przestawiła z trzy metry dalej, ale tak?
I jak tu ogarnąć Norwegię? i samych Norwegów? i tę ich dziwną, złośliwą mentalność? Fakt, że nie wszyscy tacy są.
Nie jestem i nigdy  tak do końca nie poczuję się tutaj u siebie i zawsze będę <<utlandką>>,kimś gorszym, przyjezdną.
Pamiętam, że wtedy wsiadłam do samochodu i ze złości tak po babsku po prostu się rozpłakałam. Głupie? może i głupie, może i typowo babskie, ale czasem naprawdę można mieć dość.
Teraz po prawie ośmiu latach bycia tutaj chyba mam grubszą skórę, albo uodporniłam się na wiele rzeczy i aż tak mnie nie rusza. Murki mi teraz nie straszne, ich właściciele też :P. No chyba, że przychodzi mi walić głową w mur...tak przysłowiowo oczywiście. Nerwy są, ale łzy już nie. To chyba ten naturalny pancerz, w który po jakimś czasie każdy emigrant zaczyna się przyoblekać. Najwyżej trzymając rękę w kieszeni dla ulżenia sobie wykonam międzynarodowy gest pozdrowienia. Nikt nie widzi, a mnie lżej :)

4 komentarze :

  1. Rany to już 8 lat, a przecież pamiętam jak się wahałaś z decyzją, później pakowanie i pierwsze tygodnie tam... tak, człowiek obrasta jak te ichne murki mchem... przecież ja też już dobre 5 lat jak jeżdżę, a i tak ciągle w "ich" mentalności będę auslanderem... ta jedyna rzecz mnie hamuje przed tym by się tam osiedlić, chociażby na pół roku... mimo tego, że w końcu widzę i czuję, jak coraz więcej ludzi tam, docenia moją pracę i starania ( a coraz mniej tych tu, na których ciepłe stołki, tak na prawdę zarabiam ja)... i też jeszcze zdarza mi się wykonać "międzynarodowe"pozdrowienie w skrytości kieszeni i tak po ludzku rozpłakać z bezsilności i niemocy... i tak sobie myślę, że słońca nam obu potrzeba... takiego prawdziwego, nie zza jakiejś chmury chyłkiem skradzionego, ale takiego w pełni uśmiechniętego... czego nam jak najszybciej pożyczam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Murek nie murek, goi młodsi ludzie są upierdliwi. A jak tak poruszyła ta czerwona kreska mógł na Ciebie zaczekać a nie od razu policja... Ale przecież nie wiedział na kogo trafi

    OdpowiedzUsuń
  3. A to ci murki i norweskie burki!! wrrr
    Nie zazdraszczam Tobie, bo to, że nie czujesz się jak u siebie, tam gdzie powinnaś się już tak czuć..eeech Pewnie ta mentalność Norwegów sprawę utrudnia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Też tak mam, murki wyskakują nie wiadomo skąd i mam zawsze ochotę krzyknąć: on zaczął a ja tylko oddałam.

    OdpowiedzUsuń