.

.

wtorek, 9 lutego 2016

Nieproszony gość pani A.

Każdemu z nas wydaje się, że pewne sprawy nas nie dotyczą. Myślimy, że to o czym czytamy i słyszymy nigdy nam się nie przydarzy. To dzieje się u innych, u nas nie będzie dziać się nigdy, bo... my jesteśmy normalną rodziną? A jednak...
Opowiem wam historię prawdziwą.
Pewnego dnia zastukała w nasze drzwi pani A. A może się tylko delikatnie o nie otarła? W codziennej gonitwie nie zauważyliśmy, że do naszego domu chce wejść nieproszony gość. A i nasza latorośl skrzętnie ukrywała ,,nową koleżankę,, . Gość już był w przedpokoju, już próbował się rozgościć i zadomowić, gdy nagle zdaliśmy sobie sprawę, że to pukanie czy też otarcie się o drzwi było właściwie łomotaniem, dobijaniem się do naszej rodziny.
Przerażenie, szok i gorączkowe działanie. Nim pani A. zdążyła wejść na salony, rozsiąść się i rozejrzeć wyprosiliśmy ją z domu, przegoniliśmy.
W progu przepychanka, bo gość wciąż pchał się do środka, ale w końcu zatrzasnęliśmy drzwi, ciężko się o nie opierając i dysząc jak po olbrzymim wysiłku, bo to był wysiłek i walka. Zwyciężyliśmy.
Ulga przemieszana z obawą, czy pani A. nie czai się gdzieś za rogiem by znów próbować wedrzeć się w nasze życie.
Córka już wie, że nie była to dobra znajomość. Nie zdążyły się zaprzyjaźnić, ale wystarczyło by otarły się o siebie, aby narobiło to zamieszania i pewnego spustoszenia.
Nasza latorośl wróciła do siebie, znów się uśmiecha i jest pełna życia, jej śliczna buzia nabrała znów blasku. Wrócił dawny urok, promienieje.
Zwyciężyła nasza miłość, zawziętość, a przede wszystkim rozsądek córci. Pani A. poszła precz.
Kiedyś anoreksja była dla mnie abstrakcją, problemem innych. Jednak teraz gdy było mi dane poczuć jej trujący oddech tak blisko jednej z najbliższych mi osób, już nie jest.
Jestem dumna z mojego dziecka, że walczyła razem z nami. Jestem dumna, że potrafi teraz o tym mówić i przestrzega przed tą znajomością innych.

8 komentarzy :

  1. ja mam corke w wieku 15 lat i bardzo sie o nia martwie,poniewaz coraz czesciej nie chce jesc
    to cale dojrzewanie to jakas jedna wielka masakra
    pozdrawiam cieplo ulka

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze, że się dobrze skończyło, ale trać czujności bo tacała anoreksja to cholernie uparte i przebiegle bydle... jak to mówią "strzeżonego pan Bóg strzeże" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj. Właściwie Drewniana, do ciebie nie pasuje:) Tak nasze życie jest skonstruowane, możemy współczuć innym, potępiać ich, krytykować, rzadko podziwiać, bo tu z kolei często pojawia się zazdrość. Tyle tylko, że w większości przypadków, nie wiążemy ich ze sobą. Dopiero wtedy, kiedy pojawia się problem, zaczynamy dostrzegać, że my również jesteśmy wśród tych innych. Twoja historia jest bardzo pouczająca, choćby z tego powodu, że pokazujesz w niej że można. Można, pewne rzeczy zmienić, do pewnych rzeczy nie dopuścić, jeśli na prawdę człowiek chce, a przy okazji przyświeca temu miłość, choćby taka jak wasza do córki. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na szczęście w porę tupnęliście na na panią A... !!!!

    Nie wiem czy tylko mi się zdaje, ale daawno, chyba jeszcze w poprzedniej epoce blogowej, a może jak rozmawiałyśmy wypowiedziałaś na ten temat.. Może jednak tylko mi się zdaje, za dużo masła jem....
    loonei

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze, że stawiliście jej opór
    a córka nie pozostała sam na sam z A

    http://przystanmaniki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj dla mnie nie Drewniana. "Biełyje rozy" nie wpadł bym na to, dlaczego? Porzucone kwiaty, właśnie. To, zależy od każdego, jak chce to odczytać. Właśnie po to się pisze. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trudno mówić o problemie, często dużo czasu potrzeba by go rozpoznać
    najważniejsze, że jest już dobrze

    OdpowiedzUsuń
  8. Do samego końca czytałam z zapartym tchem, co to za Pani A. Szczęka mi opadła, gdy doszłaś do sedna sprawy. Gratulacje dla córki za dzielną walkę. Ehhh.... Trzeba być bardziej uważnym w tej gonitwie.

    OdpowiedzUsuń